Teatr | fot. Kimberlee Kessler Design

Podobno raz na jakiś czas wypada się odchamić. Postanowiłam tym razem rzucić się na głęboką wodę. Padło na teatr. Zamiast wody jednak, zalało mnie coś kompletnie innego. Podpowiedź: kojarzy się z kolorem żółtym i nie jest to hel z żółtych baloników (a szkoda).

Jako że akcja dzieje się w Gdańsku, to można się spodziewać scenki rodzajowej. Zatem proszę.

Klasyczny ludzi tłum. Wszyscy panowie w gajerach i pod krawatem. Panie w sukienkach, odmalowane, na obcasach. Nawet grupka bardzo młodych osób nie wystąpiła przed szereg (no, może trochę dziewczyny, bo zamiast sukienek miały garsonki). Ogólnie pełna sala stróżów w pełnej gotowości na milenijne Boże Ciało. I stróżek. Nie zapominajmy o równouprawnieniu.

No to zaczynamy. Wiadomo, „proszę wyłączyć telefony, nie fotografować i nie nagrywać”. Aktorzy już na scenie, a niektórzy wciąż wpatrzeni w telefony w poszukiwaniu opcji „wyłącz”. To akurat mnie niespecjalnie zdziwiło, gdyż to teatr powinien przewidzieć, że przy starszej widowni 30 sekund na ogarnięcie telefonu to może być kapkę za mało. Ale nic. Paniom się w końcu udało i… na widowni ciągle szmery rozmów. A gdzie tam szmery, regularne rozmowy bez zniżania głosu. Przypominam, że aktorzy stoją już na scenie. W końcu udało się. Cisza. Lecimy.

Nie minęło 10 minut i już komuś dzwoni telefon. Ale wiecie, taki chamski dzwonek rodem z cegiełek z antenką sprzed 20 lat. Na całą parę. Potem drugi raz. Przy trzecim pilnujący porządku chłopak zwrócił kobiecie uwagę. Czy po jakimś czasie ten telefon znów zadzwonił? Ależ. Dobrze, że nie założyłam się z tatą o kasę, gdy mówiłam mu przed spektaklem, że „no co ty, tato, przecież wszyscy w gajerach, więc to nie buractwo, które nie umie wyłączyć telefonu”. Kiedyś może przestanę być naiwna.

Do rzeczy jednak. Czas na wisienkę na torcie. Wszyscy odpicowani, ogólne ąę, z wyglądu średnia IQ jakieś 199 (trochę zaniżyłam swoją skromną osobą, sorry). I zgadnijcie teraz, co wywoływało salwy śmiechu? Oczywiście, że wszelkie żarty o kupach i rękach w dupie. I jeszcze jak się pan po pijaku przewrócił. Jak to mówią, gena nie wydłubiesz. Nie przykryjesz też tekstylną elegancją.

 

Kochany Gdańsku, naprawdę bardzo cię lubię, ale część ludzi to ty musisz szybko wymienić. I tak, zachwyt nad głosem jednej z pań, bo ma „aż półtorej oktawy!” jest śmieszny. Wygooglajcie sobie dlaczego.

 
Foto: Kimberlee Kessler Design

 

0 0 vote
Article Rating
,,
Może zainteresują Cię również
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments