IRC channel | by MadLabUK

Czasem zdarzają się rzeczy naprawdę niespodziewane. Tak jak wczoraj. Nagle znajomy zaprosił mnie do grupy na Facebooku, do której zapraszani są ludzie z jednego z IRCowych kanałów. Pierwszego, na który trafiłam, gdy podłączono mi w domu internet. Kanału, na którym po dwóch dniach zagadał mnie pewien chłopak, którego po 12 latach śmiało mogę nazwać przyjacielem. Tamtą jedną rozmowę pamiętam do dziś, bo była jednym z ważniejszych punktów zwrotnych w moim życiu. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale dziś widzę to bardzo wyraźnie. Jasiu, dziękuję!

Na tym kanale w sumie niewiele się udzielałam. Większość to były rozmowy prywatne. Mimo to, po 4 latach miałam okazję spotkać na żywo jeszcze jedną osobę, która się tam pojawiała, a spotkanie z którą także wywróciło moje życie do góry nogami. Nie, nie chodzi o to, że się zakochałam czy coś. Ale są tacy ludzie i takie spotkania, które powodują, że ścieżka, którą podążamy, zmienia swój bieg bezpowrotnie. Czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopóki po wielu latach nie spojrzymy wstecz na własne ślady.

 

A teraz ktoś po prostu odpalił web.archive.org i wykopał tam dawno zapomnianą listę bywalców kanału. Zdążyłam już zapomnieć, jaki miałam tam nick (nie pytajcie), większość informacji o mnie już dawno nieaktualna, ale, co ciekawe, nr GG, który tam widnieje, wciąż posiadam. I tak, miałam zaledwie 18 lat (prawdziwe 18), gdy dołączyłam do tego jakże zacnego grona.

 

To wszystko otworzyło jakieś drzwi w mojej głowie i wspomnienia posypały się lawinowo.

Pamiętam, że używałam mIRCa, na którym ustawiłam sobie wściekle zielone tło. Ehh, to były dobre czasy. Długie godziny spędzone w fotelu przed komputerem na rozmowach z obcymi ludźmi. I tyle nowości! Co prawda nie była to moja pierwsza styczność z internetem, ale pierwszy internet w domu (modem nigdy nie chciał u mnie działać :().

No właśnie. Pierwsza styczność z internetem. Kafejka w bibliotece wojewódzkiej na piętrze, pełno dziwnych ludzi, spragnionych nowego świata. Na jakimś czacie zagadał mnie gościu, z którym potem pisaliśmy do siebie listy (analogowe!) przez długi czas.

A po trzech latach stałe łącze w domu. Od pierwszego dnia IRC, niewiele później pierwszy blog o tym, jakie to życie nastolatki jest ciężkie. Pierwsza strona w domenie prv.pl, z wierszami i kolorami wczesnego Atari ;). Kilka lat kiedy to noce były o wiele bardziej wartościowe niż dni, a Aden było równie ważne co Gdańsk. I ePuls! Jakże mogłam zapomnieć o ePulsie i zlocie użytkowników w Sopocie. I czasach, gdy założyciel ePulsa zwierzał mi się w prywatnych wiadomościach, co wtedy było dla mnie mega wyróżnieniem. Dziś wiem, że to była jedynie kwestia odpowiedniego czasu, odpowiedniego miejsca i odrobiny nocnej magii internetu.

Po kolejnych 6 latach pierwszy blog o grach (no dobra, głównie o Lineage II, na którego punkcie miałam kompletnego świra). Pierwsze nieśmiałe wpisy na Blipie i długa nauka wyrażania swoich myśli w 160 znakach. I przeniesienie się do świata realnego. Poznałam na żywo mnóstwo osób z Blipa, jednocześnie wzdychając, co by było, gdybym miała kiedyś więcej odwagi, żeby spotkać się z większą liczbą osób z tamtego IRCowego kanału albo ePulsa.

 

No i nagle okazuje się, że mam szansę nadrobić coś, co wydawało się już nienadrabialne. Coś jakby urzeczywistnienie powiedzenia, że jeżeli czegoś bardzo pragniesz, to wszechświat zrobi wszystko, by Ci to umożliwić.

I czuję się trochę, jakbym znów miała 18 lat i dostała szansę na przeżycie niektórych rzeczy jeszcze raz z możliwością skorygowania wyborów. Jak odnaleziona po latach córka marnotrawna. A wszystko dlatego, że jakiś wariat postanowił wykopać z otchłani internetów dawno zapomnianą listę i ją w taki, a nie inny sposób wykorzystać.

To wszystko porównywalne może być tylko z momentem, w którym odnalazłam na Naszej Klasie chłopaka, z którym korespondowałam albo w znajomych kumpla natrafiłam na osobę, z którą na ePulsie spędziłam na rozmowach długie godziny i nie raz zastanawiałam się, co tam u niej. Porównywalne, ale spotęgowane jakieś 30 razy. Naprawdę niesamowita sprawa i skłamałabym, gdybym napisała, że nie zakręciła mi się łezka w oku. Najwyraźniej na starość robię się jeszcze bardziej sentymentalna. No trudno. Nie można przecież być idealnym.

 

 

Foto: MadLabUK

0 0 vote
Article Rating
,
Może zainteresują Cię również
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najpopularniejsze
najnowsze najstarsze
Inline Feedbacks
View all comments
magda
magda
5 lata temu

Witaj świetna notka jaj róniez pamiętam jak zaczynałem wypisywać notki, na blipie jednak było to bardzo dawno temu. Bardzo fajnie czytało się twój tekst ciekawe od, kiedy piszezz bloga wygląda, na to że trochę to już trwa.