Ostatni dzień w korpo | fot. Jenny Dawid

Kto mnie dobrze zna, ten wie, że jestem wyjątkowo sentymentalna. Potrafię drobiazgi przeżywać jak mrówka okres i pamiętam takie rzeczy, że nawet moi rodzice się dziwią, że to mi w głowie zostało.

Z drugiej strony bardzo szybko przystosowuję się do nowych sytuacji i prawie momentalnie zaczynam się czuć, jakby tak było od zawsze. Mimo to, czasem pozwalam sobie na chwilę wspomnień i podsumowań, zwłaszcza gdy zamykam jakiś większy rozdział w życiu.

I dziś nastał właśnie taki melancholijny dzień. Ostatnia niedziela. A właściwie niedziela przejściowa, bo formalnie ostatnim dniem w poprzedniej pracy był piątek.

Tak. Postanowiłam pożegnać kolegów z banku i wreszcie skorygować ściężkę, którą podążam. Zbytnio już zaczęłam się oddalać od tego, co tak naprawdę chcę w życiu zawodowo robić. A jako że los rzucił mi pod nogi okazję, z której się nie rezygnuje, rozpoczynam nowy etap w życiu.

 

Nowe miejsce pracy, nowi współpracownicy, nowe wyzwania i możliwości. To przede mną. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie przez ramię. Co zostawiam za sobą?

1. Świetny team – miałam niesamowite szczęście trafić na wartych poznania ludzi, od których wiele się nauczyłam przez ostatni rok. Tak, szefa też miałam fajnego.

2. Wyjątkowy open space  – codziennie można było liczyć na dialogi wyciągające nawet z największej chandry. I nawet nie było tak głośno, jak się tego na początku obawiałam.

3. Genialny widok z okien w starej lokalizacji – chociaż ten pożegnałam parę miesięcy temu, to wzdychać do niego będę pewnie do końca życia.

4. Mnóstwo wspomnień, którymi nigdy z nikim nie będę mogła się podzielić. Nie szkodzi. Ważne, że są.

 

Może się wydawać, że trafiłam w jakieś idealne miejsce, aczkolwiek nie zawsze było różowo. Nie warto jednak zaśmiecać pamięci negatywnymi skojarzeniami.

 

Teraz nie pora szukać wymówek
Fakt, że skończyło się
Dziś przyszedł inny, bogatszy i lepszy ode mnie
i wraz z Tobą skradł szczęście me

Skłamałabym, gdybym napisała, że nie zobaczyłam mojego (od dziś byłego) szefa, który sobie to nuci pod nosem (jeśli kiedyś to przeczyta, to serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za wszystko!). A gdy przypomniało mi się, że nowy szef przy podpisywaniu kontraktu życzył mi, by poprzednia korporacja beze mnie upadła, to już całkiem nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. I to by było na tyle jeśli chodzi o jakąkolwiek powagę w kontekście zmiany pracy.

 

A tym, którzy nie wiedzą, skąd pochodzi powyższy cytat (bądź wiedzą i z chęcią sobie przypomną, jak brzmi niesamowity głos Mieczysława Fogga), polecam kliknięcie play w video poniżej.

0 0 vote
Article Rating
Może zainteresują Cię również
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments